Felieton
komentarze 3

Nauczyciel – historia prywatna

Lizbona, Alfama, Escolas Gerais

2009 rok. Maj. Trzecia klasa liceum. Czas wyboru. W którą stronę?

Naiwność?

Perspektywa czasu daje możliwość „gdybania”, roztrząsania, analizy.  Porzućmy na chwile te pokusy i wróćmy do czasu młodości przez duże M. Pompowane przez media, społeczeństwo, modę, hasła edukacji akademickiej, która otworzy drzwi do zawodowej kariery nie padły u mnie na podatny grunt. Nie kierowałem się nimi. Były obok. Wybory determinowały moje zainteresowania. Matematyka, fizyka, chemia. Pięty achillesowe. Wiedziałem o tym od pierwszych lekcji w gimnazjalnych ławach. Cóż więc pozostaje. Humanistą być. Profil humanistyczny w liceum, luźny umysł. Czas decyzji. Filologia? Sinologia? Prawo? Co da pracę, co da pieniądze = przyszłość?

Od podstawówki trafiałem na godnych uwagi nauczycieli historii. Inspirowali mnie swoją formą przekazu. Zmieniali moją percepcję rzeczywistości. W liceum wychowawcą klasy był historyk. Teraz już wiem dlaczego wydawał się zmęczony oddychaniem. Wtedy jednak nie miałem pojęcia i trochę tą idylliczną narrację historyczną psuł. Pasja jednak pozostała. Zatem wybór przedmiotów maturalnych podyktowały po równo zainteresowania i eliminacja przedmiotów, których zdanie było dla mnie niemożliwe. Historia więc. Pytanie przypłynęły. Jakie możliwości przede mną? Muzeum? Archeolog?

Po wynikach przyszedł czas na uniwersytecką „papierologie”. Byłem chyba w podróży i specjalizację wybrała dla mnie …   mama? Nie pamiętam szczegółów, ale znalazłem się na kierunku historia, specjalizacja nauczycielska. Alma mater  – Uniwersytet Wrocławski.

Studia.

Mógłbym stworzyć blog o studenckich przygodach. Nie o tym rzecz jednak. Studiowanie historii okazało się ciekawym doświadczeniem. Nie wszystko mnie interesowało. Nie ma przecież specjalistów od historii powszechnej świata. Intrygowało mnie jednak wiele. Co dało mi studiowanie historii? Dotychczasowa edukacja uczyła faktów. Chrzest Polski, 966 r., Mieszko, Dobrawa, mamy chrześcijaństwo, zaczynamy się liczyć w Europie. Studia burzą Twoją percepcję. Przychodzi wykładowca i wywraca Twoje wyobrażenie do góry nogami. Wystarczy kilka pytań: Skąd wiecie, że był chrzest? Skąd przekonanie, że to rok 966? Czy to był Mieszko? Czy przyjęcie chrztu to przyjęcie chrześcijaństwa?

Spoglądam teraz na rzeczywistość chłodno. Pozbyłem się zero jedynkowej narracji. Wystrzegam się symplifikacji. Myślę wielopłaszczyznowo. Perspektywa się rozszerzyła.

Serialowa miłość.

Wracając ze szkoły zwykłem siadywać z obiadem przed telewizorem (bez obaw, już tak nie robię, od 7 lat nie mam telewizji). Zaczynała się godzina 14 i serial Pierwsza Miłość. Myślcie co chcecie, sieczka intelektualna w rzeczy samej, ale poprawką niech będzie mój gimnazjalny wiek. Uwagę przykuwały kilkusekundowe kadry. Przedstawiano w nich momenty z życia pewnego miasta. Wyłaniał się z nich powabny obraz. Działał na moją wyobraźnie. Powiedziałem sobie wtedy. Będę tam studiował i mieszkał. Miastem tym był Wrocław. Mieszkam w nim do dzisiaj.

Konfrontacja ideałów z rzeczywistością.

Rozpoczynając pracę w zawodzie miałem przed sobą pewne wyobrażenia, może i stereotypy. Żyłem przeświadczeniem, że trafię do doświadczonych pedagogów, którzy odkryli w sobie misję kształcenia młodego pokolenia Polaków. Gorzkie rozczarowanie. Nauczyciele to grupa zawodowa, które lata świetności ma już za sobą. Prestiż schował się w zakamarkach magazynów panów konserwatorów. Płaca rozpływa się w meandrach naszej gospodarki. Szacunek dzieci został zatracony z przejściem do gimnazjum. Nie jest to symplifikacja. Istnieją miejsca pełne ludzi z pasją, którzy są za to godnie wynagradzani. Piszę jednak o swoich doświadczeniach. Stopień feminizacji w szkolnictwie jest porażający. Ze szkodą dla uczniów i ciała pedagogicznego, którym miotają zagrywki z przedszkolnego podwórka. Układy, układziki, poziomy wtajemniczenia, ploteczki, intrygi. Pewnie każdy zakład pracy przeżywa takie sytuację. Człowiek w pewnym wieku zdaje się cofać w rozwoju. Gorzkie to spostrzeżenia, moje spostrzeżenia. Nie wiem czy będę kontynuował pracę w oświacie. Podróżnicza pasja jest workiem bez dna. Pracą w szkole ciężko ten worek napełnić. Konfrontacji należy zatem poddać „powołanie”. Truizm, pieniądze to nie wszystko, zdają się wypowiadać ludzie, którzy mają ich wystarczającą ilość. Kolejne „coachingowe” mądrości prawią, że najważniejsze to robić to co się lubi. Czy mówią tak ludzie, którym udało się połączyć zainteresowanie z pieniądzem, czy to tylko moja impresja?

Rozstanie.

Pożegnanie było skromne, ale wzruszające. Nauczycieli pożegnałem zwyczajowym do widzenia. Co innego jednak te moje łobuzy. Zagrały na emocjach. Tylko tego żal, tylko ich smutek zostawiać. Czuje, że zostawiam ich w rozkroku. Chciałbym ich doprowadzić gdzieś, zamknąć klamrą jakiś etap ich życia. Zamknąłem tylko swój etap …

dsc_0740

dsc_0741

dsc_0742

dsc_0744

dsc_0745

dsc_0746

dsc_0748

dsc_0749

dsc_0750

dsc_0751

 

Przyszłość.

W miniony weekend (tj. ostatnie dni czerwca anno domini 2016) zamknąłem dwa rozdziały: pracę w szkole i rozbrajającą resztki szacunku do siebie pracę w charakterze taksówkarza. Przede mną dwie półkolonie i kelnerowanie w portugalskiej restauracji. W sierpniu wyruszam w podróż życia. Nie trzyma mnie nic oprócz dążenia do iluzji szczęścia, które to pragnienie zabieram ze sobą. Przyszłości pozostawiam otwarte drzwi. Za pan brat z nieznanym ruszam przed siebie. Chciałbym, aby pasja podróżowania mogła zostać moim sposobem na życie. Nie zarabiasz na blogu? Człowieku! Gdybyś wiedział ile czasu i pieniędzy zostawiam w tych słowach nawet nie pomyślałbyś o tym. Nie użalaj się nędzniku, weź się do roboty, życie stoi otworem. Hej, Coelho, Deco Moreno, poluźnij gorset rozbuchanych ambicji młodego pokolenia, które może wszystko. Stań we szranki z rzeczywistością. Rękawicę podniosę, wpierw jednak podróż. Ona daje siłę i nadzieję …

Przyszła przyszłość

Dżdżysty listopadowy dzień. Przespałem jego połowę zbierając siły na kolejną nocną zmianę taksówki. Podnoszę telefon, a tam nieodebrane połączenie od kontaktu: szef wszystkich szefów. Co to oznacza? Wiedz, że coś się dzieje! Od informacji przez rekrutację do decyzji. Od 1 grudnia wracam do szkoły. Będę nauczycielem historii w szkole integracyjnej.

Oto jestem

Oto jestem. Ja i moje dwa nauczycielskie etaty. Wiecie, że narzekam. Pracuję nad zaakceptowaniem tej rzeczywistości. Tylko one, dzieciaki, sprawiają, że wiem po co to robię. Kiedy z przekąsem rozważałem możliwość przeprowadzki do Portugalii one szybko sprowadziły mnie na ziemie: niech Pan nawet o tym nie myśli. Łobuzy!