Ameryka Północna, Kuba
comment 1

Klasyka na kółkach, czyli amerykańskie samochody na Kubie.

amerykańskie samochody na Kubie

Jak doszło do tego, że w 2019 roku po kubańskich drogach porusza się około 60 tys. amerykańskich samochodów z lat 40′ i 50′? 

Obraz Kuby, jaki budujemy na podstawie barwnych fotografii i filmów, może z łatwością prysnąć przy pierwszym spotkaniu. Doświadczymy najgorszego uczucia w podróży – rozczarowania. Jest jednak pewna atrakcja Kuby, która daleka jest od takich emocji – amerykańskie oldtimery. Zachwycają, zaklinają czas, stanowią doskonałe tło dla turystycznych aparatów.

O ironio!

Ironią historii jest fakt, że dwie największe rozrywki Hawany są amerykańskiego pochodzenia: Ernest Hemingway oraz świat motoryzacji (dla jasności: rewolucja kubańska z 1959 roku przyjęła za cel obalenie dyktatora Fulgencio Batisty, który był bezwzględnie posłuszny USA, a co za tym idzie celem było uniezależnienie się od potężnego sąsiada z północy = rewolucja, która trwa na Kubie nie lubi USA).   Z drugiej strony samochody „made in USA” możemy uznać za symbol rewolucyjnego oporu wobec amerykańskiego „imperializmu”. 1959 rok dla wielu Kubańczyków oznaczał nowy, lepszy rozdział w historii kraju. Grupa rewolucjonistów obaliła znienawidzonego dyktatora i obiecał szereg reform. Niektórzy wiedzieli jednak, że taki obrót spraw nie jest dla nich korzystny. Bogaci Kubańczycy i Amerykanie szybko podjęli decyzję o ucieczce z wyspy. Nie mogli jednak wsiąść do swoich samochodów, spakować dobytku i odjechać. Z wyspy można albo wypłynąć, albo odlecieć. Auta musiały zostać. Bogactwo na kółkach zostało rozdysponowane wsród „mas ludowych” Kuby. Rok pózniej wprowadzono embargo na import z USA, co oznaczało brak możliwości sprowadzenia nowych samochodów i co ważniejsze, części zamiennych dla floty amerykańskich krążowników na Kubie. Czas się zatrzymał, do dzisiaj. Pojazdy przetrwały dzięki miejscowym mechanikom, którzy potrafią czynić cuda.

amerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

Jakie samochody możemy spotkać na Kubie?

Prawie wszystkie słynne marki amerykańskie – Buick, Cadillac, Chrysler, Chevrolet, De Soto, Dodge, Ford, Oldsmobile, Plymouth czy Willys. Zazwyczaj są to modele z lat 50, kiedy zyskał sławę kubański styl życia: muzyka i koktajle, prostytutki, alkohol, hazard. Bez trudu można spotkać także modele z lat 40, a wprawne oko wychwyci perełki z lat 30.

Nadwozia odltimerów są oryginalne. Niektóre doczekały się nowego lakieru. Inaczej sprawa wygląda jeśli mówimy o silnikach. Na Kubie funkcjonuje „endemiczne” sformułowanie luchando, które oznacza po prostu kombinowanie. Kubańska motoryzacja to branża, gdzie trzeba dobrze kombinować. Kierowcy bez ogródek opowiadają co mają pod maską. Zazwyczaj jest to (o zgrozo!), łada. Można spotkać także bardziej oryginalne pomysły jak silnik z Suzuki Gran Vitara. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest oczywiście embargo, ale z drugiej strony kogo byłoby stać na utrzymanie 6 litrowego silnika przy zaporowych cenach paliwa? Często paliwożerny silnik V8 był zastępowany czterocylindrowym z Moskwicza czy Łady, co pozwalało na znacznie ekonomiczniejsze wykorzystanie miesięcznego przydziału 20 litrów paliwa.

Właściciele amerykańskich samochodów to jedni z najbogatszych Kubańczyków. Parają się przewozem turystów, mają wyjątkowo łatwy dostęp do twardej waluty. Godzinna przejażdżka klasykiem z lat 50′ to koszt około 20 – 30 dolarów. Z czwórką znajomych zrzucasz się po 20- 30 zł, nic wielkiego. Dla Kubańczyków to jednak bardzo poważne pieniądze. Miesięcznie zarabia się około 40 euro, ale w peso kubańskim, a więc niewymienialnym, za które nie można kupić innych towarów niż żywność i podstawowe usługi. Dwa kursy dziennie to kwota porównywalna z miesięcznym zarobkiem przeciętnego Kubańczyka. Należność uiszcza się w CUC, czyli peso wymienialnym, równym 1 euro. Posiadania starego, amerykańskiego samochodu na Kubie to intratny biznes. Rewolucja zarządziła, że zakup nowego auta musi być skonsultowany z władzami. W związku z tym odltimery zazwyczaj zmieniają właścicieli tylko po linii rodzinnej, pokoleniowej. Czasem można spotkać pierwszego właściciela, ale częściej są to synowe, lub wnukowie pierwotnego właściciela.

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubie

amerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubieamerykańskie samochody na Kubie

 

Historia kubańskiej motoryzacji stanowi odzwierciedlenie historii. Wpływy USA to oldtimery, rewolucja to przekazanie ludowi samochodów po uciekających Amerykanach, dominacja ZSRR to z kolei początek importu aut z szeroko rozumianego świata komunistycznego. Obok cadilaca możemy zatem spotkać moskwicza, wołgę, czajkę, żiguli, fiata 125 p czy fiata 126 p, określanego tu pieszczotliwie, jako el polaquito, czyli mały Polak, polaczek. Bez trudu zobaczymy ciężarowe GAZy i ZIŁy. Import z ZSRR w latach 60 i 70 zapewniał dostawy części zamiennych, które można było zaadaptować na potrzeby starych amerykańskich krążowników. Szalone mariaże z tego powstały. Jechałem fordem z 1933 roku z silnikiem łady. Mimo starań kubańskich władz nadal chrysler z 1954 roku trzyma się lepiej niż moskwicz z 1985 roku.

samochody na Kubie

amerykańskie samochody

samochody na Kubie

Kuba. Vale de los Ingenios

kuba, trinidad

samochody na Kubieamerykanskie samochody na Kubie, MoronMoron

Maluch za 5 000 euro

Ciekawostką są tablice rejestracyjne. Dużo mówią o właścicielu pojazdu. P – właściciel prywatny, B – rządowe, T – turystyczne, najczęściej samochody z wypożyczalni. W Hawanie możemy spotkać kilka nietypowych oznaczeń jak D – dyplomaci albo K – firmy z udziałem korporacji zagranicznych.

Na Kubie nie ma korków, bo mało kogo stać na poruszanie się autem. Fidel wymyślił, że lepszy jest rower i sprowadził ponad milion z Chin. Na autostradzie obok tirów jeżdżą bryczki, rowery, przechodzą krowy, przebiegają kozy, pod wiaduktami wystają ludzie, którzy chcą gdzieś dotrzeć, ale nie mają transportu, więc łapią stopa, ale zawsze z pieniędzmi uniesionymi nad głowę by pokazać że mają z czego opłacić przejazd.

Amerykańskiego odltimera można kupić. Trzeba spełnić jednak trzy warunki: znaleźć kogoś kto go sprzeda, mieć wystarczającą ilość gotówki, nie być obcokrajowcem. Auta z lat 30′ 40′ 50′ zostały uznane za dziedzictwo narodowe i nie mogą opuścić wyspy. Muzeum motoryzacji ma się dobrze, bilet wstępu jest jednak stosunkowo drogi – trzeba pokonać ocean.

W przystępniejszym cenach można kupić zdobycze komunistycznej myśli technicznej. El polaquito to koszt 5 000 euro. 20 tys. za malucha? No dobra, a nie można kupić po prostu auta z salonu. Od 2011 roku można. Raul Castro podjął decyzję o zniesieniu zakazu sprowadzania samochodów z zagranicy. Wydawać by się mogło, że Kubę zaleją tanie auta. Nic bardziej mylnego. Ceny nowych samochodów są o 400 proc wyższe niż na przykład w Europie. 14 letni Peugeot Peugeot 406 to koszt około 60 tys. dolarów, 206 wyceniony został na 262 tys. dolarów, Peugeot 4008 na 239 tys. dolarów, a Kia Picanto na 40 tys. dolarów.  Wiecie co to Kia Picanto? Auto wielkości Fiata 500, nieco większe niż maluch. Za 160 tys. złotych w Polsce można kupić 4 takie auta. Przy średniej płacy w kubańskim sektorze państwowym na poziomie 20 dolarów, trudno myśleć o nagłym wzroście zainteresowania kupnem nowych samochodów.

Ciągły napływ turystów sprawia, że czymś trzeba ich wozić. Państwowy przewoźnik na potęgę kupuje chińskie autobusy, taksówkarze sprowadzają nowe modele ład, policjanci dostają elektryczne skutery. Następują małe zmiany. Pytanie czy my, turyści ich chcemy. Przecież po to tam latamy. Dla salsy, dla cygar, dla muzyki i dla tych aut. Bez wątpienia długo pozostaną one jedną z głównych atrakcji Kuby.

samochody na Kubiesamochody na Kubie

 

samochody na Kubiesamochody na Kubie

samochody na Kubiesamochody na Kubiesamochody na Kubie

samochody na Kubie

Kłaniam się nisko, dziękuje za uwagę. Jeśli Ci się podobało to zostaw komentarz. Za chwilę wybieram się w kolejną podróż. Możesz ją śledzić na facebooku lub na instagramie. Trzymaj się, hej!