Felieton
Leave a comment

Praca w podróży. Błogosławieństwo czy przekleństwo?

Lubię podróżować

Nie robię tego od wczoraj. Mimo to wciąż łapie się na beztroskim układaniu sobie życia w co raz to nowych miejscach.

Tu w Evorze (Alentejo, Portugalia), w tej uliczce, w centrum, ale w bocznej żeby spokój był, tam za drzwiami pewnie mają patio i drzewka cytrynowe, tam był siedział, czytał, pił kawę, nie miałbym czasu na czcze rozważanie gdzie lepsze, ciekawsze życie, gdzie się nażyć zawczasu.

Nad oceanem byłem ostatnio. Przecież ja totalnie muszę mieszkać na oceanem. Co z tego, że mieszkam 15 minut od morza? Ocean to jest potęga. Jest taki nieprzewidywalny, dziki, czysty, pociągający. Totalnie przeprowadzam się!

Co jest nie tak? Dopiero człowiek wyszedł z bloków, a już chce brutalistyczną willę na Wybrzeżu Atlantyckim.

Kusząca to perspektywa: przenieść się znów, zostawić wszystko za sobą, tabula rasa, spróbujmy jeszcze raz, może tym razem się uda.

Przecież wiem, że nie. Skąd się we mnie bierze ta młodzieńcza naiwność, że wciąż mogę coś zmienić? Skąd to przekonanie, że można lepiej, dalej, piękniej.

W książce „Lizbona. Muzyka moich ulic” Marcin Kydryński skreślił słowa, do których lubię wracać: „Alfama cheira a saudade – śpiewa Mariza […] „Alfama pachnie tęsknotą”. Historia zdaje się potwierdzać, że nawet jeśli żyje się w raju, to wiecznie człowiekowi czegoś brak. Chciałby więcej, inaczej, dalej, głębiej, jakkolwiek, byle nie tkwić w miejscu …”

Byle nie tkwić w miejscu! Może to mnie tak pociąga? Siedzisz w domu to chcesz w podróż. Jedziesz w podróż – chcesz do domu.

Czyż nie łatwiej tym, którzy nigdy nie wyjechali?

podróż samochodowa Hiszpania, podróż samochodowa po Portugalii, roadtrip Płw. Iberyjski

Nie lubię podróżować

Zbyt częste podróże mogą być przekleństwem. Zaczynasz gubić się w rzeczywistości. Sploty, które łączyły się z „domem” zaczynają zwalniać uścisk. Pławisz się w uczuciu pozornej wolności.

Czy mózg adaptuje się do tych ciągłych zmian? Jeszcze jak! To chyba jak ze scrollowaniem instagrama. Im więcej tam przeglądasz, tym więcej algorytm o Tobie wie, tym więcej podrzuca Ci treści, które powinny Cię interesować, tym bardziej mózg oczekuje nowych wyrzutów dopaminy. Upewniłem się z robotem AI czy mam rację?I on mówi, że to się nazywa systemem nagrody. Poziom dopaminy wzrasta, gdy doświadczamy czegoś przyjemnego lub ekscytującego. Instagram działa jak maszyna losująca: każde przewinięcie może przynieść coś nowego, ciekawego lub satysfakcjonującego (ładne zdjęcie, śmieszny filmik, polubienie). Ten mechanizm zmiennego wzmocnienia (ang. variable reward) jest znany z badań nad uzależnieniem – sprawia, że użytkownik wraca po więcej, licząc na kolejną „nagrodę”. No przecież tak jest z podróżami!!! Człowiek przeżył jedną ciekawą przygodę to chce więcej, to oczekuje, że kolejny wyjazd również będzie ekscytujący. Nie dopuszczamy do siebie myśli, że może być trudno, nudno, drogo, przewidywalnie. Chcemy nowości, ekscytacji, przygód!

Podróżniczy Tinder!

Nigdy nie miałem. Nie załapałem się na ten nowy pomysł budowania relacji. Gratuluję wszystkim, którzy poznali tam miłość swojego życia. Nie będę teraz rzucał kamieniami w internet (pewnie bym nie trafił!), ale chce wskazać pewien niebezpieczny mechanizm. Być może się mylę. Wydaje się jednak, że dzięki tej aplikacji mamy pewne złudne poczucie nieskończoności wyborów. Kiedy po pierwszym spotkaniu uznajemy, że przeszkadza nam pewna przypadłość potencjalnej partnerki/partnera to wracamy do aplikacji i szukamy dalej bo ona obiecuje nam lepszy wybór na wyciągnięcie kciuka. Czytałem ostatnio artykuł, że w ogóle tak to ma działać – żebyś wrócił do aplikacji, że algorytm może dobierać tak partnerów żebyś wracał do aplikacji po więcej, a nie żebyś znalazł tę jedyną/jedynego. Ale co my tu o tinderze? Otóż czy znowu nie tak jest z tymi naszymi podróżami. Każda kolejna obiecuje, że będzie lepsza. Z każdą kolejną zalewa nas fala ekscytacji i nadzieji, że to już, zaraz, to teraz znajdę to czego szukam. Różne są przyczyny naszych podróży, ale myślę, że wielu rusza w drogę po obietnice ciekawszej rzeczywistości. Wielokrotnie uznajemy, że ta nasza jest nudna, płaska, przewidywalna, a prawdziwe życie toczy się gdzieś obok. O tym w tekście:

Narkotyk. Drogi, trudno dostępny, pociągający, obiecujący wiele. Podróże.
Uśmiecham się, bo przecież to jedyny narkotyk, który społeczeństwo jeszcze oklaskuje — nawet jeśli dawno przestał działać, a ja wciąż grzebię w kieszeniach, szukając następnej działki zachwytu …