Europa, Portugalia
komentarze 4

Azory – lewa ręka Portugalii

Wyobraźcie sobie człowieka z rękoma wyciągniętymi do przodu. Portugalia. Tak ją widzę.

Ona, Lisboa.

Lewą nogę stanowią rozkosznie rzeźbione wybrzeża słonecznego Algarve, prawą z kolei chłodne, dzikie, surowe regiony północy. Lewą ręką są ociekające świeżością Azory, prawa to dostojna Madera. Korpusem i mózgiem, tak zbudowanego ciała, jest Lizbona. Plastyczne to skojarzenie. Solidne podstawy mocno zakotwiczone na kontynencie. Ręce skierowane ku morzu, ku przygodzie, ku nieznanemu. Wszystkim zarządza powabna kobieta – Lisboa, która, spoglądając ze środka, zdaje się dostrzegać potrzeby każdej z kończyn.

Sao Miguel

 

Długo myślałem, w jaki sposób opowiedzieć Wam o podróży na Azory. Zlany potem usiadłem pod ścianą na siłowni, ciało! Portugalia, jako ciało. Azory, jako lewa ręka, daleko wyciągnięta do przodu, symbol dawnej potęgi.

Azory pachną wolnością.

Antes morrer livres que em paz suleitos
Lepiej umrzeć wolnym, niż podbitym żyć w pokoju

Dewiza Azorów doskonale oddaje ducha wyspiarskiego regionu autonomicznego Portugalii. Zewsząd czuć wolność. Stanowią o niej: przestrzeń, bezkres oceanu, majestatyczne klify, kunszt natury.
Azory to archipelag 9 wysp rozrzuconych na przestrzeni 650 km. Odwiedziłem największą z nich – Sao Miguel. Niejasne uczucie towarzyszyło moim pierwszym krokom na wyspie. Mieszkałem przez pół roku w Lizbonie, odwiedzam ją regularnie, byłem w Algarve, byłem w Porto, gdzieś majaczyło przeświadczenie, że trochę o tym kraju wiem. Ląduje na jednej z azorskich wysp i okazuje się, że Portugalia wciąż może mnie zaskoczyć, wciąż jest dla mnie tajemnicą. Świeży zapach, ciepłe powietrze przefiltrowane przez oceaniczną bryzę, cisza, przejmująca cisza. Tak wita nas wyspa Sao Miguel.

Jest początek lutego. W Polsce szaleje zimopodobna materia. Policzki smaga nieustępliwy wiatr, ręce same zaciskają się w kieszeniach kurtek, nieprzyjemna temperatura wykrzywia twarze. Tymczasem na Azorach Portugalczycy wdziewają wiosenne ubranie, wypijają nieśpiesznie cafe i mkną do pracy. Lepszej lub gorszej. Są szczęśliwi lub nie. Przytłacza ich mnóstwo problemów albo właśnie je rozwiązali. Mają jednak błękitne niebo nad sobą, słońce w sobie, błękit oceanu i rozkoszną zieleń przed sobą.

Sao Miguel

Rozkoszne didaskalia dla trudów codzienności

 

Położenie na środku świata, rozkoszne didaskalia dla trudów codzienności, orgia intensywności i świeżości, porażająca zieleń, amplituda temperatur 15 – 25 st.C., pastel de nata i błoga kawa na wyciągnięcie ręki, przyjaźni i uśmiechnięci ludzie, ananasy, dwie plantacje herbaty, likiery, wyborne piwo, jedne z najlepszych steków na świecie z najszczęśliwszych krów na świecie. Tak wyglądałby mój projekt ulotki reklamowej dla turystów. Nikt o niego jednak nie poprosi, Sao Miguel zdaje się stać w rozkroku. Z jednej strony turystyka to szansa dla wyspy, która nie dysponuje szerokim wachlarzem sektorów gospodarczych. Z drugiej natomiast niewątpliwe zagrożenie dla powabu natury i środowiska. Wydaje się, że pomimo uruchomienia „niskobudżetowego połączenia” z Lizboną fala turystów nie dosięga stromych brzegów wyspy. Papierkiem lakmusowym może być najbliższe lato. Czas pokaże … Ufam, że zarządcy raju w umiejętny sposób wykorzystają i zbilansują ruch turystyczny.

Mój azorski dom.

W swojej szkole prowadzę kółko „Mały Podróżnik” oraz kółko historyczne. To ostatnie miało traktować o historii Wrocławia. Szybko jednak skręciliśmy w stronę architektury. Stąd wpadliśmy w studnie, która nas pochłonęła i dotychczas nie wypuściła – projektowanie. Szkicowaliśmy innowacyjne domy, bazy treningowe, szkoły dla robotów. Kusi mnie by uczynić to samo z moim domem na Azorach. Nie będę szkicował, opowiem Wam jak to widzę.

Bryła zwarta, parterowa, majacząca stylem kolonialnym. Kolor budynku biały, dachówka soczyście czerwona, okiennice niebieskie. Dookoła zielony kamuflaż, który zapewni mi natura:

Sao Miguel

Odrzwia niebieskie, na śnieżnobiałym tynku 19 kafelek azulejos. Skompletuje je na Feira de Landra tworząc napis Recanto do Bartolomeo – zakątek Bartłomieja.

Sao Miguel

 

W dużym ogrodzie niech leżą niedbale porzucone taczki – moje narzędzie pracy.

Sao Miguel

Domek niech będzie położony gdzieś tutaj:

Sao Miguel

Rajd rodzinnym Land Roverem po niezliczonych serpentynach, spacer wśród pól i piknik z grillem:

Sao Miguel

– Dobra, dobra, gościu, projektować to Ty sobie możesz, roić w tej swojej wybujałej wyobraźni, ale skąd to wszystko się weźmie, kasa gościu, gdzie masz kasę?
– Z pracy ziomek!

Będę farmerem hodującym steki, mleko i ser. Za domem będzie stał pick – up. Rano wstanę wydoić moje krówki, wrócę na nieśpieszną cafe i pastel de nata, wyjdę przed dom, usiądę na tarasie i sięgnę po książkę (nie chce wyginąć jak dinozaury, które nie czytały), prosta pasta przyrządzona przez żonę i wsiadam do furgonetki, bo przecież popołudniu też muszę maluszki wydoić …. Męczę ten mój samochód na jedynce i powoli je dostrzegam, a one jak zwykle zdają się mruczeć z oddali:

Pan jest moim pasterzem, nie brak mi niczego.
Pozwala mi leżeć na zielonych pastwiskach.
Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć.

Sao Miguel

Sao Miguel

Sao Miguel

Tak to widzę. Rojenia młodego idealisty gorszego sortu.