Czytanie to, zdaniem niektórych, najlepsza rozrywka jaką wymyślił sobie Homo Sapiens. Kiedy w lekturze pojawia się nasz ulubiony kraj to przyjemność wydaje się podwójna.
Lektura książek traktujących o danym kraju to dla mnie najlepsza forma przygotowania się do podróży. Nie inaczej jest z Portugalią. Na miejscu siadam z kawą i portugalskim ciastkiem pastel de nata, w Polsce siadam z kawą i książką z Portugalią w tle.
Pozycje, które przedstawiam poniżej to szalenie subiektywny zbiór. Obejmuje tylko te książki, które mam w posiadaniu. Nie rości sobie prawa do wyczerpania tematu.
Nie posiadam żadnej metodologii przy opisywaniu książek. Nie używam hierarchii. Kolejność przedstawienia jest przypadkowa.
- Marcin Kydryński, Lizbona. Muzyka moich ulic.

Pozycja wysokiej próby. Marcin Kydryński zaraził mnie do Portugalii i world music, muzyki świata. Dzięki niemu zdecydowałem się na studia w Lizbonie i mieszkanie w dzielnicy Alfama, gdzie zostaliśmy sąsiadami.
Muzyka moich ulic to zapis jego muzycznych spacerów po stolicy Portugalii. Lektura obowiązkowa. Warto zaopatrzyć się w drugie, zaktualizowane wydanie. Mój egzemplarz z 2014 roku jest spracowany, ale wyjątkowy, bo z autografem i dedykacją autora. Ciekawa historia się z tym wiąże. Kwietniowego wieczoru 2014 roku wybrałem się na koncert w ramach wrocławskiego cyklu Ethno Jazz Festival. Artystę zapowiadał Marcin Kydryński. Nie był to mój pierwszy koncert, więc wiedziałem, że zwyczajowo na koniec jest moment kiedy można zamienić słowo z autorem audycji Siesta. Miałem przy sobie książkę Muzyka moich ulic i byłem przekonany, że znajdzie się w niej autograf autora. Koncert się skończył, a pana Marcina nie ma. Pewnie zagadał się w kuluarach z artystą (może z artystką? nie pamiętam kto wtedy grał!). Synagogę pod Białym Bocianem opuściłem wzruszony koncertem i rozczarowany brakiem możliwości spotkania się z Marcinem Kydryńskim.
Wracając do domu zaczepił mnie bezdomny: kupi mi Pan coś do jedzenia? Zazwyczaj w takich sytuacjach nie reaguje, ale wtedy stwierdziłem, że jedzenie mogę kupić. Skoczyłem dla Pana po hot doga. Wracam, a tu Marcin Kydryński. Okazało się, że bezdomny czekał na mnie pod hotelem, w którym nocował autor książki. Tym sposobem udało się zamienić kilka zdań i otrzymać taką dedykację.

Ze smutkiem muszę nadmienić, że część miejsc opisanych w książce albo przestało istnieć albo zmieniło się radykalnie. Mesa de Frades, klimatyczna knajpka pod mieszkaniem Marcina Kydryńskiego, przeszła gruntowny remont z widocznym ukłonem w stronę turystów. Zostały wybitne azulejos i dobre fado, na które warto wpaść po północy, kiedy turyści zaczynają się zbierać po kolacji za którą zapłacili kilkaset złotych.
Obok wątku muzycznego toczy się liryczna opowieść o Lizbonie. Fragment:
Dobrze jest mieszkać w Alfamie. Wysoko, żeby widzieć rzekę, w tej decydującej chwili, kiedy cała nabrzmiewa, puchnie, by za chwilę wpłynąć do Atlantyku, parę kilometrów dalej, w okolicach Cascais […]
Ciekawie jest mieszkać w Alfamie, bo nigdzie indziej zwykły spacer wokół domu nie może nagle zmienić się w baśń, film, koncert, w pejzaż ze starych pocztówek. W czasach, kiedy w górującym nad miastem zamku rządzili światli Maurowie, tę kręte, strome ulice, te asymetryczne placyki o geometrii niepojętej jak grafiki Eschera, te wielobarwne domy o pojedynczej urodzie stanowi właściwie całe miasto. Nie było wiele więcej. Trudno zrozumieć popularną tu metaforę, która nazywa tę część miasta „domem bez okien”. Spływająca białym kamieniem w nurt Tagu Alfama wydaje się jedynie wielkim oknem. O świcie jest witrażem, w którym wschodzące słońce tworzy codziennie inne obrazy.
Niech te kilka zdań będzie najlepszym powodem do sięgnięcia po tę pozycję.
Dla mnie 10/10.
- Neil Lochery, Lizbona. Miasto Światła w cieniu wojny 1939-1945

Pasjonująca opowieść o Lizbonie okresu II wojny światowej. Niewielu wie co się tu wtedy działo. Portugalia w okresie 1939-1945 zachowała neutralność. Pozornie to jednak szczytna postawa, gdyż Lizbona robiła interesy i z nazistami i z aliantami.
Jak wyglądało życie codzienne w Lizbonie okresu II wojny światowej? Jaką rolę pełnił kurort Estoril? Jak finansowano remont sanktuarium w Fatimie? Dlaczego szpiedzy wszystkich stron grywali w karty przy jednym stole? Skąd wynikała strategiczna pozycja Azorów w czasie konfliktu? Na te pytania i wiele innych znajdziecie odpowiedz w pozycji Neila Lochery.
Polecam. Dla mnie 10/10.
- Antonio Salazar, Rewolucja pokojowa.

Książka jest zbiorem przemówień portugalskiego dyktatora, który rządził krajem w latach 1932–1968.
Zdecydowanie nie jest to pozycja, od której należałoby zaczynać przygodę z literaturą portugalską. Dla wielu wystąpienia Salazara będą zwyczajnie nudne. Jako historyk patrzę na nie z innej perspektywy – jako źródła historycznego. W tej optyce są cenną lekturą ku zrozumieniu myśli i schematu postępowania.
Polecam dla wnikliwych badaczy. 4/10.
- Fernando Pessoa jako Alvaro de Campos, Poezje zebrane.

Kolejna pozycja, która może narobić więcej szkody niż pożytku. Lektura zalecana dopiero po głębokim wejściu w specyfikę twórczości Fernando Pessoi. Nie jest to miejsce na referat o heteronimach etc.
Polecam dla zaawansowanych miłośników Portugalii. Dla mnie 10/10.
Niech Fernando Pessoa poda Wam nieśmiało dłoń na powitanie:
Bardzo pada, pada ponad miarę . . .
Pada i od czasu do czasu zawiewa zimy wiatr . . .
Jestem przygnębiony, bardzo przygnębiony, jakby dzień był mną.
.
Jestem niczym.
Zawsze będę niczym.
Nie mogę chcieć być niczym.
Poza tym mam w sobie wszystkie marzenia świata.
.
Czasem mam szczęśliwe pomysły.
Pomysły nagle szczęśliwe, co do idei
I słów, którymi naturalnie je wyrażam….
Po napisaniu, czytam…
Dlaczego to napisałem?
Skąd to wziąłem?
Skąd mi to przyszło? To jest lepsze niż ja…
Czyż jesteśmy na tym świecie tylko piórami zanurzonymi w atramencie,
Którymi ktoś zapisuje to, co my tutaj kreślimy? …
.

- Iwona Słabuszewska – Krauze, Ostatnie fado.
Zdecydowanie, stanowczo, raczej nie pamiętam o czym była ta książka. Czytałem ją kilka lat temu. Nie jest to reportaż, a bardziej powieść, której akcja rozgrywa się w Lizbonie. Poprawcie mnie jeśli się mylę.
Brak oceny.

- Renata Gorczyńska, Szkice portugalskie.
Liryczne opowieści z Portugalią w tle. Miłe wspomnienia.
Zbyt odległa lektura by oceniać. Brak oceny.

- Jose Saramago, O malarstwie i kaligrafii

Jedna z wielu pozycji portugalskiego noblisty dostępna w języku polskim. Uprzejmie zalecam zapoznać się z twórczością tego pana. Dlaczego nie kontynuować przygody z książką „Miasto ślepców”?
8/10.
- Electrico 28.

Ta pozycja znajduje się na liście wyłącznie w kategorii ciekawostka.
Brat pracuje w drukarni. Wysyła mi kiedyś zdjęcie okładki powyżej książki i pyta czy nie chce, przynieś – mówię bez namysłu. W ten sposób znalazłem się w posiadaniu „bajki o lizbońskim tramwaju” w języku francuskim. Na uwagę zasługują przede wszystkim ilustracje, które są zgrabnej kreski, cieszą oczy.


- Vitorino Nemesio, Dziewczyna z Azorów.

Czeka na lekturę. Podarunek od Wojażera.
- Rubem Fonseca, Wielkie emocje i uczucia niedoskonałe.

Czeka na lekturę.
- Carlos de Oliveira, Pszczoła na deszczu.

Książka jest wydana w formie kieszonkowej. Zabierałem się do niej wielokrotnie. Za każdym razem nie mogłem przebrnąć przez pierwsze strony. Myślę, że jeszcze przyjdzie pora na powrót.
- Jose Luis Peixoto, Puste spojrzenie.

Próbowałem, ale się nie polubiliśmy. Czeka w kolejce.
- Mia Couto, Ostatni lot flaminga.

Była próba, ale zakończona niepowodzeniem. Czeka w kolejce.
- Przewodniki po Portugalii.


To też są książki, prawda? Dla wielu jedyne, które przeczytają o Portugalii. Nie wiem czy chociaż raz skorzystałem. Może powinienem?
- Weronika Wawrzkowicz – Nasternak, Marta Stacewicz – Paixao, Lizbona. Miasto, które przytula.

Szaloną przyjemność sprawiła mi ta lektura. Zdecydowanie najświeższa pozycja traktująca o Lizbonie napisana w języku polskim.
Dla mnie 9/10.
Długo się opierałem. Nie znałem autorek, nie wierzyłem w wartość tej książki. Kiedy zobaczyłem okładkę i pierwsze komentarze to poczułem jedno: zazdrość. Ja też chcę napisać książkę o Lizbonie!
Kiedy w końcu podjąłem spotkanie z „miastem, które przytula” nie pozbyłem się uprzedzeń. Na siłę szukałem rzeczy, do których mógłbym się przyczepić. Nie znalazłem. Napisała do mnie znajoma: co myślisz o tej książce? warto? No nawet fajnie, ale nie spodoba Ci się, początek jest napisany dla ludzi, którzy nigdy nie byli w Lizbonie, nic nowego. Po kilku dniach otrzymuje wiadomość: Co Ty gadasz? Ciekawa ta książka, nie znałam wielu tych gierek słownych.
Czy książkę piszę się dla kogoś kto lata do Lizbony trzy razy w roku? Nie. Książkę piszę się dla wszystkich. Dla tych, którzy w Lizbonie byli, dla tych którzy się zastanawiają nad podróżą i dla tych, którzy nigdy w niej stopy nie postawią. To, że niektóre rzeczy są dla Ciebie zrozumiałe nie oznacza, że dla kogoś innego są nowością i nie ma o nich żadnego pojęcia.
Książka Lizbona. Miasto, które przytula jest podzielona na osiem rozdziałów. Słuszny to zabieg bo sprawia, że czyta się to w niezwykłym tempie. Znajdziemy wywiady, felietony, lekcje historyczne, opowieści i luźne rozmowy pomiędzy autorkami.
Całość jest spójna, porusza różne tematy przez co otrzymujemy panoramę portugalskiej stolicy. Nie znaczy to, że temat Lizbony został wyczerpany. Wręcz przeciwnie. Mam już w głowie kilka tematów, które można by poruszyć lub rozszerzyć, choćby Markiz de Pombal. Jedna z wykładowczyń historii na Uniwersytecie Wrocławskim ma bzika na punkcie tego Pana, więc już jest jedna ofiara do potencjalnych wywiadów.
Niskie ukłony drogie Panie, dobra robota.
- Iza Klementowska, Samotność Portugalczyka.

Najlepszy reportaż o Portugalii, jaki przyszło mi przeczytać.
Dla mnie 9/10.
Jeśli macie ochotę dowiedzieć się czegoś o Antonio de Oliveirze Salazarze to sięgnijcie po tę pozycję, a nie po jego przemówienia. Klementowska bardzo zgrabnie skreśla różne momenty życia prywatnego portugalskiego dyktatora.
W książce znajdziecie również arcyciekawą historię konsula Aristidesa de Sousę Mendesa. Tylko ze względu na nią warto zaopatrzyć się w tę pozycję.
To nie jest pocztówka z Portugalii. Lektura Samotności Portugalczyka dostarcza przemyśleń, których nie chcemy wypowiadać na głos. Z dala od turystów, z dala od zgiełku, blisko zwyczajnych ludzi i wielkiej historii.
Serdecznie polecam.
Zachęcam do podzielenia się Waszymi lekturami. Co ciekawego czytaliście o Portugalii? Czy różnimy się przy ocenie powyższych pozycji? Czekam na Twoją opinię.
