Bez kategorii
Leave a comment

Autostop Italia 2013

Spontaniczna decyzja i niezapomniane przygody: panna młoda w ogrodzie w środku nocy, spaggetti na napalmie, cygańskie tiry …

 

Wydaje się, że wypad do Włoch w trakcie wakacji 2013 roku to jedna z moich najbardziej spontanicznych decyzji podróżniczych. Był gorący lipiec. Pierwszy miesiąc wakacji studenckich, a więc wakacji długich. Pracowałem w firmie zajmującej się montażem wszelkiego rodzaju elektroniki przy wykańczaniu budów, aby zarobić na wyjazd do … nie pamiętam. W każdym razie miałem poukładane plany na najbliższe tygodnie. Napisała do mnie znajoma, która podczas swojego erasmusa w Clermont – Ferrand zakochała się we Francji i w związku z tym postanowiła spędzić wakacje 2013 pracując w tym kraju. W trakcie jej pobytu w jednym z kurortów w okolicy Bordeaux okazało się, że pracodawca nie wywiązuje się z umowy. Zdecydowała ewakuować się z Francji do Włoch, gdzie na głębokim południu miała znajomą z liceum. Pomógł jej w tym nasz wspólny kolega ze studiów, który jest ekspertem w misjach autostopowych. Wiadomość jaka do mnie dotarła brzmiała mniej więcej tak: Siema. Jesteśmy w Montpellier (południe Francji, lazurowe wybrzeże), więc dołącz do nas we Włoszech. Hmmm … Po dwóch godzinach miałem kupiony bilet do Rzymu. Nie złapałem super okazji, ale cena 250 zł za lot w lipcu i w dodatku w jedną stronę nie była tragedią.

Wizzairem doleciałem na lotnisku Rzym Fiumicimo. Jak przystało na niskobudżetowy budżet sprawdziłem jak obejść relatywnie drogi dojazd do dworca centralnego. Zamiast wydać około 8 euro dotarłem do stacji Termini za 2,20. Powiedziecie, że nie warto? 6 euro to 3 dobre wina!

Jak się to robi?  http://latamyzpoznania.pl/tani-dojazd-do-centrum-rzymu-z-lotniska-fiumicino-220-eur/

Z Rzymu udałem się do Neapolu. Wybrałem podróż pociągiem, która kosztowała mnie 10 euro. Biorąc pod uwagę „normalny” koszt dojazdu z lotniska oraz fakt, że pomiędzy tymi miastami jest 230 km to cena wydaje się atrakcyjna.

W Neapolu spędziłem jeden dzień. Zatrzymałem się u mojej znajomej z liceum, która odbywała tam swojego erasmusa.

 

311279_443322845702773_1873983587_n

Widok z okna koleżanki

420784_443322932369431_1237285943_n

Z Wezuwiuszem w tle. 

Nie Neapol był moim celem, więc nazajutrz ruszyłem w dalszą drogę: Neapol – Salerno = pociąg, Salerno – Teggiano = autobus. Późnym wieczorem spotkałem się ze znajomymi.

Na południu Włoch byliśmy około tydzień. Był to cudowny czas spędzony na głębokiej prowincji, gdzie pewnie nikt z Was nigdy nie trafi. Podziwialiśmy gaje oliwne i rozległe winnice. Zbieg okoliczności sprawił, że mieliśmy okazję uczestniczyć w odbywającej się raz do roku fieście. Wydaje się, iż możemy ją traktować w kategoriach polskich odpustów parafialnych. Istotną różnica jest jednak fakt, że we Włoszech, Portugalii i na Malcie (w tych krajach miałem przyjemność uczestniczyć w tego typu „imprezach”) są to wydarzenia integrujące społeczność lokalną, przedstawiające jej historię, tradycję, kulturę. Nie ma tu miejsca na festiwal cukierkowego kiczu, który zawojował większość polskich wsi i miast ( zdaje sobie sprawę, że jest całkiem spory polskich „małych ojczyzn”, które pielęgnują inne formy świętowania odpustu. Uprzedzam tym samym ewentualny zarzut generalizacji). Zmierzam jednak do pokazania ważnej zależności. Fiesta to święto, w którym uczestniczą wszyscy. Każdy ma taką możliwość, bo zdecydowana większość nie pracuje. W Teggiano fiesta to jedno z najważniejszych świąt. Oczywiście jest ona połączona z obchodzeniem wspomnienia konkretnego patrona bądź świętego związanego  z miastem lub wsią i przez to nadaje temu wydarzeniu wymiar religijny, ale wydaje się, że równie ważny jest wymiar historyczny, społeczny, Podczas fiesty w Teggiano widzieliśmy niespotykaną, regionalną odmianę bawoła, która w przeszłości służyła za główne narzędzie rolnicze, a obecnie jest hodowana, bodaj wyłącznie na potrzeby przedstawienia historycznego.

Mała wieś rzucona między góry okazała się skarbnicą wiedzy o codziennym życiu Włochów. Dokonując subiektywnej oceny tego etapu podróży mogę stwierdzić, że po raz kolejny potwierdził się stereotyp leniwego Włocha, który wstaje rano, poi się espresso, nasyca ciastkiem i rusza do pracy … Pobyt w Teggiano pokazał jednak, że Włosi są przywiązani do swoich regionalnych tradycji, historii, kultury i nie boją się tego manifestować. Pielęgnuję swoją tożsamość i to jest piękne.

 

10801712_629422933846433_8587927958241173354_n

10888474_629422973846429_4919895070328413279_n

10882347_629422963846430_7889243086819729696_n

1509247_629422957179764_1437137495467468008_n

1484534_629423013846425_3556352433559599473_n

Powyżej: panorama Teggiano

 

Nadszedł dzień wyjazdu, w którym zdecydowaliśmy, że wrócimy wybrzeżem morza adriatyckiego. Naszą decyzję tłumaczyliśmy faktem, że prawdopodobnie nigdy nie będziemy mieć okazji zwiedzić tej części Włoch. Jak się później okazało była to słuszna decyzja .Po kolei jednak. Poważnym problemem dalszej części podróży okazał się nowy układ, a mianowicie to, że od tej pory mieliśmy łapać stopa w trzy osoby. Inna kwestią, która zajęła nam sporo czasu było przyszłe zakwaterowanie.

 

1513761_629423027179757_247431035336983474_n

 Pierwsze wspólne łapanie stopa; walizki wystawiliśmy przed drzwi,a wraz z nimi i nasze dłonie … 

10891669_629422067179853_2221461671586761422_n

W ciągu tygodnia spędzonego w Teggiano zorganizowaliśmy dla siebie noclegi w miejscowości Termoli oraz Pescara. W związku z tym w dniu wyjazdu z Teggiano naszym celem było pokonanie nieco ponad 250 km. W długie wakacyjne dni nie jest to żaden wyczyn. Niestety nie daliśmy rady. Powody dwa: trójka podróżnych i włoskie realia łapania stopa. Włoch widząc machającego człowieka przy drodze nie wie co się dzieje. Zazwyczaj też Wam pomacha. Na autostradzie obowiązuje zakaz łapania stopa. Początki były ciężkie.

10407381_629422260513167_5298752142139826054_n

 

 

10891825_629422087179851_8502541545499117561_n

 

10885050_629422237179836_680298082915740541_n

W związku z powyższym utknęliśmy po przejechaniu zaledwie 160 km. Miejscem naszego „koczowania” została stacja benzynowa w okolicach miejscowości Benevento. W tym miejscu zaczyna się jedna z najbardziej niezwykłych opowieści autostopowych, jakie przeżyłem.

Zachodzące słońce dało nam znak, że to już ten czas kiedy trzeba pogodzić się z porażką i zająć się przygotowaniem do przetrwania nocy. Zgodnie z piramidą potrzeb zaczęliśmy od zaspokojenia głodu. Włochy, a więc spaghetti! Gwarantuje Wam jednak, że nie jedliście takiego spaghetti. Przygotowaliśmy je w menażce na napalmie ( rodzaj stałego paliwa w białych kostkach, podpalacie i pali się około 20 – 30 minut ). Możecie sobie wyobrazić minę Włochów, którzy widzą trójkę młodych ludzi gotujących pastę na stacji. Bezcenne!

Po zaspokojeniu najważniejszej potrzeby zabraliśmy się za poszukiwanie sposobności do umycia się. Okazało się, że po okazaniu dowodu osobistego mogliśmy skorzystać za darmo z prysznica na stacji. Odświeżająca kąpiel i doładowanie naszych urządzeń elektrycznych podniosło morale. Pozostała tylko jedna, drobna sprawa do załatwienia – nocleg. Mieliśmy przy sobie śpiwory,brezent oraz kilka gadżetów na mroźne noce. Nie wspomniałem dotychczas o małym niuansie. Kolega, który udał się z misją ratunkową do Francji zawrócił ze swojej wyprawy na koło podbiegunowe. Nie zdążył się przepakować, a więc we Włoszech miał cały ekwipunek przeznaczony na skandynawskie mrozy. W okolicy oprócz stacji mieliśmy autostradę i … czterogwiazdkowy hotel. Szybki rekonesans potwierdził, że trzeba będzie skorzystać z usług hotelu. Hmmm … Oczywiście, że nie w środku. Skorzystaliśmy z hotelowego ogrodu. Rozbiliśmy się pod drzewem. Najpierw brezent, a więc nieprzemakalna mata, a na niej my w śpiworach. Usnęliśmy kołysani szumem autostrady. Jakież było zdziwienie gdy w środku nocy obudziłem się i zobaczyłem parkującego smarta, z którego wysiedli Państwo Młodzi. Wyobraźcie sobie jednak widok panny młodej, która w śnieżnobiałej sukni przecina ogród skąpany w mroku nocy. Koszmar na jawie! Najlepsze jednak przed Wami. Nie wierzę, że odgadnęlibyście co obudziło nas o poranku. Nie! To nie były delikatne promyki śródziemnomorskiego słońca.  O godzinie 5 spod ziemi wyskoczyły zraszacze ogrodowe i jak nigdy nic zaczęły nawadniać ogród!!! W trójkę podnieśliśmy głowy i nie mogliśmy uwierzyć. Co?! Serio?! Nie burza, nie ochrona ,nie psy,tylko zraszacze! Okazało się, że wieczorem, przed położeniem się spać, słusznie nie przenieśliśmy naszego „obozu” o 50 centymetrów bliżej drzewa. Gdybyśmy tak zrobili dokładnie pośrodku wyskoczyłby zraszacz, który zasuwał 360 stopni. Mimo to okazał się on naszym największym wrogiem. Zerwaliśmy się na nogi i przykryliśmy brezentem zraszacz kręcący się w kółko. Cała ewakuacja zamknęła się chyba w dwie minuty. Na tym jednak nie koniec. 20 minut później, kiedy byliśmy już z powrotem na stacji zaczęła się burza. Trwała od godziny 5 do 8. Była na tyle intensywna, że w pewnym momencie wysiadło całe zasilanie na stacji. Tak minęła pierwsza noc.

 

10882282_629421587179901_260958609096038936_n

Od samego rana staraliśmy się złapać stopa do naszego celu oddalonego o zaledwie 100 parę kilometrów. Próbowaliśmy różnych sposobów, m. in. takich jak poniżej – blokada 😉

1012948_629421657179894_4842118484548266255_n

W końcu przyjęliśmy taktykę, że dwie osoby łapią stopa, a jak się uda to druga wyskakuje z krzaków! Po wielu, ciężkich godzinach w końcu zatrzymał się … Francuz. Zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy w drogę.

2012-07-12-28 Italia (1370)

Wyborne, południowe krajobrazy, które przesuwały się po szybie auta, kiedy moi towarzysze odsypiali ciężką noc. 

Kierowca szybko rozpoczął pasjonującą opowieść. Była ona na tyle wciągająca, że moi towarzysze … zasnęli. Zostałem samotnie na placu boju. Z czystej przyzwoitość starałem się słuchać. Niestety nie mogę się podeprzeć wspomnieniami kogoś innego, ponieważ wszyscy spali, ale spróbuje coś wygrzebać ze swojej pamięci. Istotnie rozmowa była ciekawa, ponieważ okazało się, że dziadek kierowcy miał polskie korzenia, albo był Polakiem. Przez mgłę słyszę, jak to szmuglował on w czasie wojny papierosy z Afryki do Włoch i później do Polski … Coś w tym stylu. W każdym razie w końcu ruszyliśmy. Okazało się, że nie na długo. Przejechaliśmy około 60 – 70 km, po czym musieliśmy się ewakuować, bo dalej nie było już po drodze naszemu Francuzowi. Stacja na, której się zatrzymaliśmy długo pozostanie w naszej pamięci. Spędziliśmy na niej ponad 8 godzin. Próbowaliśmy wszystkiego. Koleżanka z desperacji kupiła dla nas tortille czy coś takiego. Kosztowało to 6 euro za sztukę, co w takiej podróży było jak serek pleśniowy na studenckim stole. Wyobraźcie sobie sytuację, w której zaspokoiwszy jedno z wyższych pięter piramidy Maslova, udałem się spacerkiem do śmietnika celem wyrzucenia tego co pozostało po pierwszym ciepłym posiłku tego dnia. Obok przejeżdżało auto. Luksusowe audi A8. Prawdopodobieństwo, że się zatrzyma było minimalne, ale spróbowałem. Byłem tak zdesperowany, że po tym jak mnie minął zacząłem za nim biegnąć. Zatrzymał się, wycofał. Zapytał gdzie jedziemy. Językiem „ludzkim” podaliśmy nazwę miejscowości: Termoli. Wsiadajcie się! Radość ogromna, powiem nadziei na dotarcie do celu, spędzenia nocy pod dachem. Kierowca nie znał słowa po angielsku, niemiecku, francusku etc. Tylko włoski. Jednak na nasze sformułowanie Polonia ożywił się. Wybrał jakiś numer telefonu i po chwili w całym aucie rozległ się głos: Dobry wieczór,  co tam? Chciałbym mieć zdjęcie naszych min …  Szok olbrzymi. Okazało się, że nasz kierowca jest właścicielem firmy transportowej, a na parkingu jego tirów portierem jest od wielu lat Polak. Po dotarciu na owy parking spotkaliśmy się  z nim. Wypiliśmy chyba najgorszą kawę we Włoszech, wymieniliśmy nasze opinie na temat wydarzeń z 10 kwietnia 2010 roku, bo tylko o to portier pytał i wsiedliśmy do dwóch tirów. W obu za kierownica byli Rumuni, którzy wyruszali z transportem na północ. Mieli nas dowieść do celu: Termoli. Mnie przypadło podróżować samotnie. Mój kierowca był bardzo rozmowny. Nie mogliśmy się dogadać tylko w jednej kwestii. Usilnie mówił, że był w Polsce u „black lady”. Chwilę nam zajęło nim ustaliliśmy, że chodzi o Matkę Boską Częstochowską. Wysadzili nas na stacji benzynowej skąd odebrał nas gospodarz naszego noclegu. W końcu dotarliśmy do Termoli!

2012-07-12-28 Italia (1516)

2012-07-12-28 Italia (1531)

2012-07-12-28 Italia (1534)

2012-07-12-28 Italia (1535)

 

Termoli to miasteczko bardzo urokliwe. Posiada wszystkie przymioty włoskiego kurortu: położenia nad błękitnym akwenem, strome, wąskie, malownicze uliczki, nieśpieszny sposób bycia …

Nasz gospodarz ugościł nas po królewsku, jak na podróż autostopową. Do dyspozycji mieliśmy trzy piętrowy dom szeregowy. W garażu znajdowała się łódź, motor oraz biuro graficzne służące do” freelancerskiej pracy”.  Jedynym problemem okazało się jedzenie, a konkretnie jego brak. Nasz couch poinformował nas, że wczoraj wyjechali jego znajomi i ma pustą lodówkę. Może nas jednak poczęstować alkoholem … Domyślacie się, że nie odmówiliśmy.

Nazajutrz zwiedziliśmy centrum Termoli i udaliśmy się w dalszą  podróż. Na kolejny przystanek wybraliśmy również nadmorski kurort – Pescarę. I tym razem nie obyło się bez problemów. Trzy osoba ekipa to nie był najlepszy pomysł. Do tego psikusa spłatała pogoda. W środku lipca zaczęło mocno padać.

 

1535666_629421450513248_7206908250367218753_n 10409020_629420723846654_8444335166816096253_n

 

Z parkingu przy autostradzie odebrał nas poczciwy gospodarz – włoski emeryt. Sprawił nam miła niespodziankę pokazując nam miejsce do spania i serwując wyborną kolację. O poranku mogliśmy się cieszyć takim widokiem z okna.

 

2012-07-12-28 Italia (1661)

 

Nasze dni w Pescarze, a było ich około 4-5, wyglądały podobnie. O poranku spożywaliśmy włoskie śniadanie, czyt. kawa i ciastko. Jechaliśmy na plaże i cieszyliśmy się słońcem …

 

2012-07-12-28 Italia (1826)

 

Wieczorami korzystaliśmy ze zdolności kulinarnych naszego gospodarza. Kontakt z nim był utrudniony ponieważ nie znał zbyt dobrze angielskiego, ale w razie potrzeby posiłkowaliśmy się translatorem. Pomagało też wyśmienite, lokalne wino, które notabene nasz gospodarz wybierał się promować do … Szanghaju.

 

527459_443323319036059_1623758427_n

 

557822_443323339036057_11888823_n

Pobyt u Dante, bo tak nazywał się nasz gospodarz, był bardzo udanym czasem. Wypoczęliśmy, aby w końcu zwarci i gotowi kontynuować podróż. Ustawiliśmy się na parkingu przy autostradzie. Zaczęliśmy się zbroić …

10891475_629420753846651_1216329916107385070_n

Planowaliśmy się udać w kierunku Bolonii i dalej do Polski. Pijąc piwko w strugach włoskiego słońca zobaczyłem polską rejestrację na jednej z furgonetek. Pobiegliśmy do kierowcy. Niedowierzanie!

– Dzień dobry?

– No dzień dobry, co tam?

– Jedzie pan może na północ?

– No do Katowic jadę, a co?

– Zabierze nas pan?

– Trójkę? Jak?

– No wie pan … 5 minutowa bajera 😉

– Jak Wam nie przeszkadza, że chce dzisiaj posiedzieć na plaży i wrócić po towar do Neapolu to wskakujcie.

Doskonale wiecie jaka była nasza odpowiedź. 5 litrowe wino zaplanowane na całą podróż powrotną skonsumowaliśmy na plaży. Znieczuliło nas to skutecznie przed czekającą nas podróżą.

Żeby wszystko nie wyglądało tak różowo to do Neapolu wraz z kolegą podróżowałem na pace, pod dachem. Nie jesteście w stanie sobie tego wyobrazić. W Neapolu o poranku było 40 st., w środku myślę, że ponad 60. Nie mogliśmy robić nic innego jak próbować zasnąć. Od Neapolu przekonaliśmy kierowcę na układ – 3 facetów w kabinie i nasza koleżanka w kurniku, czyli miejsce przeznaczonym na spoczynek dla kierowcy. Było świetnie!

Pod Dreznem przesiadłem się i dotarłem do Wrocławia!

Klasa!