Felieton
Leave a comment

Szczęście – takie rzeczy jeszcze istnieją?

Kwintesencję stanowi dla mnie ten ułamek. Nie wierzę w długotrwałe szczęście. Szczęście pojawia się i znika

Adam prawdopodobnie wyważył otwarte drzwi swoim prozaicznym stwierdzeniem „Litwo! […] Ty jesteś jak zdrowie. Ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie kto Cię straci”

Lizbono! Ty jesteś jak zdrowie …

Mimo to wielu ludzi chcąc uchodzić za wykształconych przywołuje te słowa nazbyt często. W moim przypadku Litwę zastąpiła Lizbona. Portugalia …

Pisałem, mówiłem, myślałem: Jak będę w Polsce to będę wspominał tę chwilę. Cabo Espichel. Pożegnanie z oceanem. Migawki długiego filmu o tytule młodość. Niedługo ten idylliczny okres dobiegnie końca. Można żyć zapewnieniami sączącymi się wokoło, 25 lat, cóż to człowieku, toż to początek. 25 lat, ćwierćwiecze. Mało, dużo. Subiektywnie skatalogowałbym ten wiek, jako schyłek, żeby nie napisać upadek młodości w pełnym tego słowa znaczeniu. 25 – 30 to okres błogiej tęsknoty za utraconym czasem, walka z bezkompromisową rzeczywistością. Wydaje się, że po 30 człowiek zaczyna akceptować rzeczywistość. Próżno jednak przypuszczać czy tak będzie, któż wybada meandry chwili, nieobliczalność godziny, lat.

Saudade.

 Nie jest już to tylko saudade para Lisboa, ale i tęsknota za czasem, który już za mną. Wyobrażam sobie jak siedzę na ławeczce rzuconej gdzieś między kręte uliczki Alfamy. Między kamieniczkami majaczy estuarium Tagu, słomiane morze. Dopiero co wychyliłem bicę. Czy można było inaczej, lepiej, dłużej?
Nie warto …

DSC_0002

Widok z mojego alfamskiego azylu

 

„Łatwiej jest począć, stworzyć, zbudować i obsługiwać elektroniczny mózg niż odnaleźć w naszym własnym prosty sposób na bycie szczęśliwym”.

Ciekawe to słowa Saramago, który ostatnio zachwyca mnie swoimi językowymi ćwiczeniami. Taki stan jest mi pożądany, umiejętność błogiej zabawy językowej, żonglowania metaforami, balansowania na granicy sztuki i zwykłego kiczu. Zauważyłem pewną wspólną przypadłość – oboje toniemy w dygresjach, zapisujemy mnóstwo rzeczy na marginesie. Bujnę frazy zastępują podmiot. Czyż nie popełniłem właśnie tego grzechu? Miało być o szczęściu. Miliardy słów utonęły w oceanie pojęcia szczęście. Cóż więc się stanie jeżeli i mój strumyczek znajdzie tamże ujście. Pozostając myślami i wspomnieniami na lizbońskich uliczkach, wzgórzach i kawiarniach ucieknę się do takiego porównania. Szczęście jest jak bica, espresso z gałką lodów spożywane w updalny dzień na tarasie Portas do Sol. Po początkowym rozkosznym ukojeniu następuje gorzki, mocny moment.

DSC_0008

Portas do Sol

 

Szczeście jest sekundą

Szczęście to sekundy, moment, ułamek.
Promień słońca smagający twarz w zimowy poranek.
Portas do Sol widziany po raz pierwszy,
Bliska osoba spotkana po dłuższej absencji

Chwila, wydarzenie, spotkanie, uczucie, pozytywne, przyjemne, które na tyle absorbuje naszą uwagę, iż nie myślimy o niczym innym. Kwintesencję stanowi dla mnie ten ułamek. Nie wierzę w długotrwałe szczęście. Szczęście pojawia się i znika. Czasami trwa krócej, czasami dłużej. Zawsze jednak nie dłużej niż chwilę.Szczęście to płynna materia, która ulatuje tak szybko jak się pojawiła.

DSC_0047

Cabo Espichel