Połowa województwa mazowieckiego, 2 miliony mieszkańców, 50 % powierzchni to lasy. Słowenia.
Co podsuwa wyobraźnia?
Przyczyny podróży do danego kraju to łakomy kąsek dla zagubionego studenta turystyki, który szuka tematu do pracy magisterskiej. Szalenie ciekawe wydaje się szukanie powodów takich, a nie innych decyzji turystów. Czy blogowa pocztówka ma siłę zachęcić Cię do wyjazdu? Może odpowiednio skrojone zdjęcie na instagramie?
Co to się wydarzyło z tą Słowenią? Dlaczego się tam znalazłem? Trochę nie wiem, a trochę na siłę szukam wytłumaczeń. Lat temu pięć brałem udział w wyścigu autostopowym do Dubrovnika. Na małą chwilę utknęliśmy w okolicach Mariboru (drugie największe miasto Słowenii). Poczułem wtedy coś dziwnego. Dlaczego każdy mija to państwo? Czy nie warto go poznać? Myślę sobie, że tłumy Polaków pędzące do Chorwacji rzadko znajdują chwilę na eksplorację Słowenii. Usłyszałem kiedyś, gdzieś, od kogoś, że 90% powierzchni Słowenii to lasy. Pociągające, prawda? Przed chwilą sprawdziłem, że stosunek ten wynosi 50 %, ale i tak zapewnia to Słowenii zaszczytne miano jednego z najbardziej zielonych państw na świecie. Te 90 % pobudziło moje zmysły.
Przyznaje się bez bicia, że nie przygotowałem się do wyjazdu w ogóle. Pierwszym przystankiem było węgierskie Hajduszoboszlo. Zgarnialiśmy stamtąd Adriannę. Na miejscu uświadomiłem sobie, że do Słowenii mamy wciąż 800 km, czyli tyle co z Wrocławia. Niech to świadczy o stopniu moich badań. Dlaczego o tym pisze? Może czasem łatwiej wybrać się w podróż bez bagażu oczekiwań, szczegółowych planów i miejsc do odhaczenia?
Wyobraźnia stworzyła dla mnie obraz Słowenii jako kraju zielonego, zadbanego, ułożonego, przyjaznego, kameralnego, zwyczajnie pięknego. Zwodzi mnie, czasami zawodzi, częściej pięści obietnicami łatwej pociechy dla oka i strapionej duszy. Tym razem się dogadaliśmy.
Spotkanie
Pierwsze tablice informacyjne, nowy język, nadzieja zmysłów. Poznawanie Słowenii rozpoczęliśmy od stolicy. Niby nie wypada, duże miasta nie są reprezentantami całości, zmieniają percepcję rzeczywistości. Ale lubię. Co mam z tym zrobić? Kraj poznaje się przecież i po kawie, i po winie, i po ludziach.
Ljubliana, stolica Słowenii, podjęła prezentację swoich skarbów nieśmiało. Po chwili okazało się, że niewielkie miasto ma wiele do zaoferowania. O tym w następnym tekście.
Wyprawa w las przyniosła jeszcze więcej radości. Świeżość, soczystość, bystrą zieleń, którą przecinają turkusowe wstążki górskich rzek. Czyste doświadczenie.
Przypisy
Matka natura porywająco wyposażyła panią Słowenię. Alpy na północy, morze na południu. Zima z plażą dogadują się w maju. Cały kraj przykryty pyszną kołderką lasów, w którą wrzucono kilka jezior i rzek o rozkosznej barwie.
Słoweńcy są narodem o jednym z największych współczynników ludzi uprawiających sport. Jak ja to szanuje.
Słowenia winem stoi. Nie ma się czego wstydzić. Trunki o przyzwoitym bukiecie.
Słowenia ma około 7 000 jaskiń. Nie byłem w żadnej.
260 wodospadów. Widziałem jeden.
Na Słowenii nie ma korków. Ljubliana była tak pusta jak Kraków w Światowe Dni Młodzieży.
Język słoweński jest znakomicie podobny do języka polskiego. W piśmie, w mowie brzmi zupełnie inaczej. W lodziarni widzieliśmy nazwę lodów z informacją: z malinami. Cóż za piękna odmiana!
Kawa jest słaba. Sytuację ratuje bliskość Włoch.
Wybrzeże Słowenii ma ledwie 46 km. Nawet o te kilkanaście kilometrów trwają gorące spory z Chorwacją. Temat do podjęcia w kolejnym tekście.
Street Art Ljubliany jest doskonale pokręcony.
Dlaczego slow travel? Co to jest? Na lunch do Włoch czy do Chorwacji? Nowe teksty o Słowenii już wkrótce. Do usłyszenia.






