Bornholm to uwertura do przygody ze Skandynawią. Dlaczego?
Wycieczkę na duński Bornholm traktuje, jako zaproszenie do zapoznania się z nieznanym mi dotychczas obszarem Skandynawii. Dwa dni w Szwecji i Danii to zaledwie przedpokój tej interesującej krainy. Ufam, że dane mi będzie odkryć jej liczne pokoje.
Jak dotrzeć na Bornholm?
Bornholm to jedna z duńskich wysp. Położona jest na północ od Kołobrzegu. Wydaje się być porzucona pośrodku nieobliczalnego Bałtyku. Dotrzeć można na nią na trzy sposoby. Najłatwiejszym wydaje się prom z Kołobrzegu. Należy jednak pamiętać, że trasa ta obsługiwana jest przez jednostkę zabierającą na pokład turystów jedynie z rowerami i motocyklami. Nie ma możliwości transportu samochodów. Turyści najczęściej decydują się na jednodniową wycieczkę. Statek wypływa z Kołobrzegu o godzinie 7:00. Na Bornholm przypływa ok. 11:30. Część turystów wskakuje w autokar i robi objazd wyspy, aby zdążyć na prom powrotny, który wypływa już o 17:30 z portu w Nexo. W Kołobrzegu maszyna cumuje ok. 22.
Trzeba wziąć pod uwagę, że dojazd do Kołobrzegu dla osób z południowej Polski może okazać się problematyczny (zakładając poruszanie się pociągiem/ autobusem). Niewykluczone, że konieczny będzie nocleg w Kołobrzegu.
Drugą opcją jest prom z Gdyni. Zazwyczaj rejs zaczyna się w godzinach wieczornych. Nazajutrz, w godzinach porannych dobijamy do szwedzkiego portu w Karlskronie. Linię obsługuję firma Stena Line Polska. Jeżeli zabieramy ze sobą samochodów/ kampera i planujemy dłuższy pobyt w Skandynawii to warto zwiedzić Karlskrone.


Kiedy nasz pobyt obliczony jest na weekendową wycieczkę to rozsądną opcją jest wybór oferty przewoźnika. Kilka razy w roku organizuje on objazdówkę po szwedzkim regionie Skania/Skåne i Bornholmie. Przy takim wyborze z portu w Karskrone udajemy się w kierunku Ystad przejażdżając przez prowincje Blekinge i Skåne (200 km). Polecam zatrzymać się w nadmorskiej wiosce Kåseberga i wybrać się spacer do Ales stenar – tajemniczej prehistorycznej łodzi z głazów na wysokim brzegu morza.












Do Ystad dobrze przybyć na 1,5 h przed godziną wypłynięcia promu. Godzinę potrzeba na spokojne obejście centrum i ficę, czyli przerwę na kawę i ciastko. Podczas naszej krótkiej wizyty trafiliśmy na prezentację autobusów elektrycznych. Nie byłoby w tym nic ciekawego, gdyby nie fakt, że dzień póżniej wprowadzano obsługę linii komunikacji publicznej w Ystad wyłącznie pojazdami elektrycznymi. Witamy w Skandynawii!
Z Ystad wypływa szybki katamaran na wyspę Bornholm. Podróż trwa około 1, 5 h. Na pokładzie można zjeść lunch, wypić kawę. Najpierw warto się jednak zapoznać z cenami, bo te są szalenie wysokie. Szwedzkie ceny przy duńskich wydają się promocją. Cena za piwo to około 37 zł. O tym jak sobie z tym poradzić opowiem pozniej. Katamaran cumuje w porcie zlokalizowanym w centrym bornholmskiej stolicy Ronne.
Ostatni sposób jest możliwy do realizacji, ale może okazać się drogi. Mowa o połączeniu lotniczym. Przy takiej opcji należałoby dotrzeć do Kopenhagi, a stamtąd przesiąść się do samolotu na Bornholm.
Optymalnym rozwiązaniem wydaje się zatem połączenie promowe z Gdynii.

Jak zwiedzać Bornholm?
Bornholm to stosunkowo niewielka wyspa. Ma kształt równoległoboku o wymiarach 38 km równoleżnikowo i 28 km południkowo. Przyznaje to wiele możliwości turystyce rowerowej. Jeśli wrócę na Bornholm, a ufam, że nastąpi to szybko, to na pewno zdecyduje się na taką formę podróżowania. Infrastruktura jest na wysokim poziomie. Bazę noclegową stanowią hotele i gospodarstwa agroturystyczne. Istnieje bodaj jedno miejsce, gdzie można bezpłatnie biwakować. Podróżując rowerem warto rozważyć nocleg w jednym z kilku miast lub w gospodarstwie agroturystycznym (można zapytać o możliwość rozłożenia namiotu na terenie gospodarstwa). Ruch na Bornholmie jest niewielki, za korek uliczny uznaje się 7 samochodów. Ponadto Duńczycy jeżdżą bardzo ostrożnie. Mandaty są na tyle wysokie, że nawet turyści się dostosowują i ściągają nogę z gazu. Poruszanie się rowerem wydaje się zatem bezpiecznie.
Inną forma jest klasyczny road trip, czyli objazd wyspy. Kolejność odwiedzanych miejsc to indywidualny wybór. Lubiący kawę powinni poświęcić odpowiednio dużo czasu na celebrowanie tej czynności, bo zarówno Szwedzi, jak i Duńczycy są prawdziwymi pasjonatami picia kawy i jedzenia do niej słodkości. Niektórzy spędzą więcej czasu na podziwianiu skandynawskiego poczucia estetyki w postaci rozkosznych domów rozrzuconych po wyspie (ja!), inni postawią na objazd wyspy lub wędrówki wzdłuż morza (jakże innej odsłony Morza Bałtyckiego). Bornholm to również miejsce dla zainteresowanych archeologią. Można eksplorować wyspę i takim szlakiem.









Dlaczego przygodę ze Skandynawią warto rozpocząć od Bornholmu?
Bornholm ma w sobie wszystko czego potrzeba, żeby złapać skandynawskiego bakcyla. Myśle, że to doskonałe miejsce na, tak modny ostatnio, slogan #slowtravel. Po zejściu z promu od razu zauważa się jakieś niewidzialne spowolnienie. Samochody poruszają się nieśpiesznie, nikt nie biega. Wielu Duńczyków wydaje się spędzać większość czasu wolnego w swoich domach uprawiając hygge. To styl życia, filozofia, pasja. Przede wszystkim chodzi o osiągnięcie wewnętrznej równowagi, bezpieczeństwa i szczęścia. Waszym aspektem hygge jest przestrzeń domowa. Imponuje mi przy tym skandynawska dbałość o szczegóły, praca światłem i wyobraźnią, doskonałe poczucie smaku.


Dobrze wybrać się na spacer wieczorową porą. Najlepiej w stolicy, w Ronne. Nikt nie stosuje firanek, zasłon, rolet. Bezkarnie można zajrzeć do wnętrza każdego mieszkania. Cóż tam się kryje! HyGGe w czystej postaci! Na jednej ulicy można skompletować nową kolekcję do katalogu Ikei. Wiele książek powstało o skandynawskim zamiłowaniu do dekoracji domostw. W Ronne z nieukrywaną zazdrością podziwiałem te przytulne przestrzenie. Ściany są zazwyczaj w kolorze zimnej bieli, czasem spotyka się czerwoną, surową cegłę. Tworzenie wyjątkowego klimatu zaczyna się od powieszenia stonowanych obrazów na ścianach. Mogą to być landszafty, ale częściej widziałem gustowną abstrakcję. W przestrzeni dziennej musi znajdować się designerski fotel, w którym można wypić jedną z 6-7 kaw, które niektórzy Duńczycy pochłaniają w ciągu dnia. Dalej kanapa i skromny telewizor, na którym należy oglądać kryminały produkcji szwedzkich sąsiadów lub śledzić informacje ze świata, bo coż spektakularnego może się wydarzyć na Bornholmie? Rodzinne ciepło i przytulną atmosferę tworzy się światłem. Tę sztukę Duńczycy doprowadzili do perfekcji. Istny teatr ciepłego światła, które jest starannie rozprowadzane po przestrzeni. Często lampy zostają zapalone całą noc. Prąd jest tani. Duńczycy nie rozumieją dlaczego jest drogi w Polsce – przecież są wodospady, alternatywne zrodla produkcji energii, czy są? Creme de la creme to dekoracja parapetu. W Szwecji będą to przede wszystkim kwiaty, a w Danii, na Bornholmie świeczki, figurki, posągi, rzeźby, wyroby rzemieślnicze, zabytkowe zabawki, wyroby ze szkła. Brzmi to kiczowato, ale Duńczycy wydają się rodzić z genem dobrego smaku, gustu.






Dlaczego to wszystko można zobaczyć? Słońca jest mało, a jak jest to nie ma powodu, żeby stawiać mu bariery dostępu. Przede wszystkim jednak Duńczycy wychodzą z założenia, że nie mają nic do ukrycia. Wszyscy mamy tak samo. Jeżeli zakrywasz okno to znaczy, że masz coś do ukrycia. Zabudowa Bornholmu jest niska. Dominują budynki jedno, dwupiętrowe. W większości domów szeregowych w miastach parter do strefa otwarta, duży salon przeznaczony do odpoczynku i aktywności domowych. Sypialnia znajdują się zazwyczaj na piętrze. Przestrzeń intymna jest zatem zachowana, ale całą resztę pokazuje się dumnie.
Jeśli po przeczytaniu powyższego fragmentu ktoś stwierdzi, że pojechałem tam tylko po to żeby zaglądać ludziom w okna to powiem – tak! Mogłoby to być hasło reklamowe Bornholmu – odwiedz wyspę porzuconą na Bałtyku, aby zobaczyć co jej mieszkańcy mają w domach. Wchodzę w to pierwszy! Takie muzeum designu w przestrzeni publicznej. A skoro już o wyglądzie miasta mówimy to trzeba napisać o dwóch kwestiach: brak, tak dobrze nam znanej z Polski, pastelozy oraz brak nachalnych reklam rozklejonych z ułańską fantazją gdzie badż. Pociecha dla oka. Duńskie domy muszą być pomalowane według pewnego kodu. Między innymi o tym przeczytacie w kolejnym tekście.
Ceny na Bornholmie
Jak sobie z nimi radzić? Chyba jedyne wyjście to się z nimi zapoznać, przygotować i zaakceptować. Przez kilka dni można się obejść bez dobrego wina i lanego piwa. Na promie za piwo trzeba zapłacić około 37 zł. Za pizzę w stolicy Bornholmu zapłaciłem 70 zł = najgorsza pizza, jaką jadłem w życiu w najtańszej knajpie w mieście. Nie zmienimy tego, więc trzeba się z tym pogodzić i dostosować. Na pocieszenie dodam, że w supermarkecie za dwa dobre piwa zapłaciłem 39 koron, a więc około 20 zł, co jest już ceną normalną.
Ale wiecie co? Mimo tych cen warto się wybrać na Bornholm choćby na weekend. To naprawdę wyjątkowe miejsce!


Ten pan w miętowym sweterku włada wybitnym piórem. Sprawdźcie jego tekst z naszej wycieczki: Bornholm. Podróż przez wyspiarskie okno do duńskiego domu
No to co? HyGGe!
